poniedziałek, 28 lipca 2014

Lato w domu

Uwielbiam wracać do domu
Nie ważne skąd, nie ważne po jakim czasie
Dziś czytałam o powrotach u Agnieszki z The Polka Dot Projekt i mam dokładnie tak samo.
Gorzej znoszę wyjazdy, zawsze boli mnie głowa
Wracam za to jak na skrzydłach, najchętniej najkrótszą i najszybszą trasą ;) Przerwa na obiad czy kawę bywa wtedy udręką
(Choć tym razem obiad był naprawdę pyszny: KLIK
Polecam to miejsce wszystkim jadącym lub wracającym z Helu, dorsz w borowikach mmm... rewelacja!)
Powroty z wakacji, choćby takich króciutkich jak nasze ostatnie, zawsze owocują jakimiś wnętrzarskimi zmianami.
Może to efekt myślenia o domu z dystansu, może dobrze pomieszkać czasami w namiocie?
Mam wtedy zdwojone poczucie tworzenia mojej własnej osobistej domowej atmosfery. Zmiany są raczej kosmetyczne, choć apetyt zwykle mam większy. Poduchy dostają inne powłoczki, zamieniają się miejscami szafki, stół zmienia zupełnie charakter, raz jest pastelowo, innym razem soczyście...
Wczoraj na dobre wpadłam w wir dopieszczania chałupki, nawet w kominku/kozie, do której mamy niestety w zwyczaju ładować papierzyska, postanowiłam wreszcie posprzątać. I mimo dwudziestu paru stopni na dworze, podpaliłam cały ten bałagan, potem zgarnęłam popiół na kupkę, wymiotłam i na koniec piękny nowy, drewniany stosik ułożyłam, by w czarną odchłań nie musieć patrzeć przez kolejne ciepłe tygodnie. Jakież było moje zdziwienie gdy po jakimś czasie usłyszałam szum płonącego ognia. Cały piękny stosik z suchutkiego, wysezonowanego drewna zaczął się zmieniać w gorący jak piorun żar. Na zewnątrz mimo wieczornej już pory nadal było ponad 20 stopni, a nam w domu buchał gorącem kominek ;)
W sypialni na poddaszu mieliśmy istną saunę! Taka to ze mnie spryciara ;)


Dziś na parterze panuje przyjemny chłodek, zasłonki powiewają na wietrze, czyli jest super
W dzbanku kwintesencja lata
Po kwiaty dzikiej marchwi nie muszę chodzić daleko, rośnie na moim ugorze z przodu działki, na mojej achillesowej ogrodniczej pięcie. Dzika marchew jest jedynym pozytywnym jej aspektem









Takie to moje Minty letnie domowe klimaty



Dla ochłody kręcę lody
Wczoraj zrobiłam malinowo- jogurtowe
Są przepyszne, dlatego dzielę się z Wami przepisem

Potrzebujesz:
1 kg malin ( 2 foremki )
2/3 szklanki brązowego cukru
1/2 szklanki wody
małą śmietankę 30%
2 małe jogurty naturalne
Foremki do lodów na patyku lub duży pojemnik

Maliny wsyp do garnka, dodaj cukier i wodę
Zagotuj, zostaw jeszcze przez kilka minut na ogniu mieszając od czasu do czasu
Miękkie maliny wraz z sokiem przelej i przetrzyj przez sitko
Do wystudzonego soku wlej śmietankę i jogurt
Wymieszaj i napełnij foremki
Jeśli używasz dużego pojemnika pamiętaj, że lody w trakcie mrożenia trzeba kilka razy zamieszać, 5-6 w ciągu 2-3 godzin
Dzięki temu w lodowej masie nie będzie wodnych bryłek lodu, będą gładkie i puszyste
Ja zrobiłam i takie i takie
Użyłam mojej starej silikonowej foremki, z dalszą produkcją czekam jeszcze na taką: KLIK.
 Pani Krysia z Amazing Decor obiecała, że niebawem przybędą



Turkusowy stołek znajdziecie tu: KLIK
W Minty klimaty wpisał się na 102 :D
Na zdjęciach widać też m.in:
Szklany lampion z metalowym uchem: KLIK
Różowy emaliowany durszlak idealny na letnie owoce: KLIK
Rurki kręciołki: Jysk
I jeszcze jedno parafialne:
Jutro wieczorem zapraszam na wyprz do Minty Second Hand
Trzymajcie się!
Chłodźcie się!
i nie rozpuszczajcie 
---
Ewa

piątek, 18 lipca 2014

Minty Second Hand

Hej, hej :) 
Zapraszam tu: KLIK


Pięknego weekendu!

Podobno ma się żar z nieba lać. 
Nic tylko plaża!
Morska bryza i wiaterek
Wolicie leżak czy pled na ciepłym piasku? 
Ponoć polskie wybrzeże słynne jest z powodu wygradzania na plażach małych kameralnych podwórek ;)
 Już nie wystarcza jeden parawan chroniący przed wiatrem, teraz rozstawia się 3 albo i 4. Wiecie coś na ten temat?
Czy to taka nasza polska przypadłość, żeby się grodzić i izolować? Nad Morzem Północnym, Bałtykiem od strony Danii czy Szwecji, Morzem Jońskim, Egejskim, czy Adriatykiem nie widać czegoś takiego. 
Hmm...
Pięknego weekendowania Wam życzę :)
---
Ewa



Kosz w kolorze minty przywieziony ze Szkocji, z pięknego sklepiku ze starociami niedaleko mojej ulubionej kawiarenki.
On sam stary raczej nie jest, ale i tak go uwielbiam


wtorek, 15 lipca 2014

Groszek, pastele i poziomki- zdjęciowo

Siedzimy sobie z Ignasiem w chłodnym domu, leniuchujemy trochę, choć w kuchni ciągle jest coś do zrobienia, no i działam tu, z wielką przyjemnością z resztą :)
 Wczoraj znów robiłam galaretkę z porzeczek, tym razem z czarnych. Wyszła obłędnie, przepis podawałam tu: KLIK i polecam, polecam mimo dużej ilości cukru.
Czasem trzeba przecież życie osłodzić, a jak można to zrobić domowym dżemem- tym lepiej
Robienie przetworów nie jest dla mnie udręką, uwielbiam jak owocowe zapachy roznoszą się aż po sam dach. Staram się tak planować pracę, albo w zasadzie nie planować ;) że słoiki robią się właściwie mimochodem ;) 
Jutro przyniosę z targu kolejną porcję do przetworzenia
W niedługim czasie chcemy się wybrać całą ferajną gdzieś w Polskę. Myślimy o naszym Morzu, Kaszubach i Mazurach. Podróżujemy ze sprzętem biwakowym więc przenoszenie się z miejsca na miejsce nie stanowi większego problemu. Rozglądam się za fajnymi campingami, może ktoś coś podpowie? Lubimy kameralne, ustronne miejsca, nie kurorty, najchętniej z lasem i wodą w pobliżu. Jeśli do tego dojdzie jeszcze przyzwoite zaplecze sanitarne- będzie idealnie :)
Przed wyjazdem zapraszam Was na wyprzedaż do Minty Sklepu. Wszystkie produkty, i te nowe, i te z kategorii Total Sale będą teraz tańsze o 10%. By otrzymać zniżkę wystarczy napisać na mintyhouse@gmail.com maila o treści MINTY LATO, złożyć zamówienie i poczekać na maila z obliczoną kwotą do wpłaty.
Zamówienia powyżej 150 zł będą dodatkowo umilane małą niespodzianką :)
Zamówienia powyżej 250 zł również + wysyłamy je za 0 zł ( należy wybrać Odbiór osobisty po przedpłacie )
Uff, mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam
Życzę Wam miłego wieczoru, o smaku lemoniady z arbuza :p i pachnącego kwiatkami groszku
---
Ewa




Zioła i jednoroczne kwiaty kupuję na targu zazwyczaj od tego samego pana i zawsze wtedy dostaję poziomkę gratis :)
Tu w kubku od Krima&Isa, który można  zakupić na minty wyprzedaży: KLIK -10%







piątek, 11 lipca 2014

Owocowe prztwórstwo

Przetwarzam pełną parą: jagody, wiśnie, porzeczki czarne i czerwone, ostatnie truskawki.
Dzięki Mamie mojej koleżanki Gosi poznałam przepis na przepyszną owocową galaretkę, czyli dżem bez pestek i kawałków owoców, za to z idealnie gładką konsystencją, błyszczącą i nieziemsko smaczną, idealną do posmarowania kawałka drożdżowego ciasta :P czy chrupiącej grzanki
Przepis pochodzi z książki, na której punkcie oszalałam. Przeszukałam już podwoje portalu aukcyjnego i znalazłam, już do mnie jedzie. Książka Kucharz Polski autorstwa Marji Śleżańskiej, z okresu międzywojennego. Pisana jest przepięknym językiem i można w niej znaleźć wiele przydatnych babcinych sposobów na wszelkie domowe kłopoty. Jak książka dotrze, to podzielę się z Wami wszelkimi wrażeniami. Na Allegro jest kilka egzemplarzy, gdyby ktoś miał ochotę zakupić. Tymczasem podaję oryginalny przepis na galaretkę z porzeczek:

Obrać czysto porzeczki z gałązek i opłukać. Zagotować w rądlu 1 litr wody i nakłaść do niej tyle porzeczek, aby mogły się gotować: skoro będą miękkie, przecedzić je przez worek lub gęste sito. Na 1 litr soku wziąć kilo cukru, nalać go sokiem, gotować i szumować, dopóki galareta nie będzie się osadzała na łyżce: następnie postąpić jak z wszyskiemi galaretami

:D

Czyli wlać do słoików gorący płyn, oczyścić brzeg słoika, dokładnie zakręcić i odstawić do góry dnem 
Po kilku godzinach płyn zamienia się w galaretkę 
Tak wiem, cukru dużo, ale bez niego nic z tego by nie wyszło
W taki sam sposób przetworzyłam wiśnie, efekt jest równie pyszny



Dziś do sklepu wreszcie dotarły długo wyczekiwane druciane koszyki z uszami.
Znajdziecie je tu: KLIK
No i cóż, jeden taki zostanie w Minty House ;)
Przywiezione dziś z targu pierwsze letnie jabłka pasują do niego idealnie



A na koniec odpowiedź na Wasze pytania czym malowałam żółte krzesło
Numer farby to H 302
Półlitrowa puszka kosztowała około 30 zł
Pierwszą warstwę malowałam pędzlem, dwie kolejne przy pomocy małego gąbkowego wałka


Pozdrawiam Was serdecznie :)
I cieszę się bardzo, że spodobała się Wam moja opowieść o podróży do Szkocji
dziękuję za wszystkie Wasze komentarze i gratulacje dla moich sportowców

Miłego dzionka
---
Ewa



środa, 9 lipca 2014

Szkocja

To nie był typowy urlop, do Szkocji pojechaliśmy z misją ;)
Głównym celem był start naszego przyjaciela Artura w ekstremalnym triatlonie o nazwie Celtman. Więcej na temat tego nieprzeciętnego wydarzenia możecie poczytać tu: KLIK Na zdjęciu w tle jest nasz dzielny wojownik. Fotka została zrobiona przed wejściem do fiordu, w którym temperatura wody wynosiła 10 stopni. Dystans do przepłynięcia to 3100 m ( skrócono z 3800 ze względu na niską temperaturę wody ) Dla mnie to zupełny kosmos!

Po pływaniu rower: 202 km po szkockich górach i dolinach, potem już tylko maraton do przebiegnięcia ;) w tym wspinaczka na górę porównywalną do naszego Kasprowego.
Artur skończył na fantastycznym 12 miejscu, a w swojej kategorii wiekowej był piąty! Maszyna nie człowiek, Iron Man w końcu
Duma, duma i jeszcze raz duma!

Impreza świetna, z niesamowitym klimatem, kameralna i bez zadęcia, wzruszająca, pozytywna, super!
Dla wszystkich zawodników- ogromny szacunek i podziw, dla kobitek w szczególności, tych małych, drobnych, na pozór kruchych, a w sercach wojowniczek.
Marek, mój dzielny mąż był oficjalnym supportem, wymaganym na tego typu imprezach. Część dystansu biegł z Arturem ( wcześniej wspomniana góra i jeszcze trochę do mety, w sumie 24 km) Ja z kolei byłam supportem supportu ;) moja obecność to spore ułatwienie logistyczne, no i podobno moja zupa pomidorowa była też ważnym elementem odżywiania zawodnika na trasie ;)
Tak wielu niesamowitych emocji dawno nie przeżyłam. Ciężko mi pisać o wzruszeniach, które towarzyszyły mi od wyjścia pierwszego zawodnika z wody, aż do momentu przekroczenia mety przez Artura z Markiem wespół. Duma podwójna :)  Do tej pory na samo wspomnienie mam gęsią skórkę. To bardzo ważne wydarzenie dla Marka, który już jakiś czas temu wpadł jak śliwka w kompot w tematy tri, a dzieli się tym tu: KLIK





Nie dałam rady przebić się z aparatem przez media ;)



:)

Sporą część siedmiodniowego wyjazdu zajęła nam podróż. Do Szkocji pojechaliśmy samochodem, z namiotem na dachu i drugim malutkim naziemnym ;)
Podróż szkockimi drogami sprawiła, że mam teraz w głowie same zielone widoki, zieleń aż w oczy kłuje, niesamowite szkockie góry, maleńkie urokliwe wioski, albo samotne białe domki na zboczach. Z kolei na wybrzeżu Morza Północnego zielone klify, zamki na nich, maleńkie przystanie, mewy fruwające nad głowami ( o i tu należało zachować czujność ;) patrząc na niektóre okna, samochody i chodniki )
Klimatyczne miasteczka z kamiennymi domami i przepięknymi ogródkami.
Ogródki! 
Fantastyczne, inspirujące, pełne kwiatów, tych kochanych przeze mnie najbardziej: lawenda, ostróżki, floksy, łubiny, rumianki... i róże! Fantastyczne różane ogrody, róże pnące się po ścianach, drewnianych gankach, metalowych furtkach. 
Cudowne!
W Edynburgu odwiedziłam sklep Cath Kidson
No przecież nie byłabym sobą ;)


Poległam przy tekstyliach wszelkich, nie mogłam wyjść z pustymi rękami ;)
Teraz paraduję ze świetną bawełnianą, dwustronną torbą w róże :D w sam raz na lato
Z podróży za granicę zawsze wracam z magazynami wnętrzarskimi. Tym razem przywiozłam 10 różnych tytułów. Co wieczór się nimi delektuję
Czemu u nas jest tak mało pięknych magazynów się pytam?


















Powyższe zdjęcie z miejsca, które mnie zauroczyło. Chyba przez swoją prostotę, no i przemiłą właścicielkę. Wszystko na metrażu mniejszym od mojej kuchni
Wypiliśmy tam pyszną kawę i zjedliśmy nieziemsko smaczne ciasto orzechowe :P
A ja się nawet trochę rozmarzyłam, Marek to złapał :)



A tu złapał nas Artur, pod destylarnią niesamowitej szkockiej whisky: KLIK
Raj dla zmysłów, nawet jak człowiek nie do końca jest w formie po intensywnym wieczorze ;) ale w końcu było co świętować 

Wyjazd soczysty, inspirujący, dużo śmiechu z chłopakami miałam, akumulatory naładowane :)
Teraz powoli wracam do pracy i tej zawodowej, i zdjęciowej i kuchennej
Przetwarzam lato i zamykam w słoiki. 
Niebawem podzielę się z Wami sprawdzonymi przepisami
Maluję meble: dwa krzesła, jedno, żółte już skończone, drugie będzie w kolorze minty, podobnie jak witrynka od starego kredensu, która, mam nadzieję, niebawem zawiśnie nad kuchennym stołem.
W planach jest rewolucja na tarasie, znowu, jak co roku ;)
Może tym razem skuteczna 

No to kochani, dziękuję, że wpadliście :)
Dobrej nocki życzę
---
Ewa