środa, 4 marca 2015

PURE PASSION MAGAZINE WIOSNA 2015

Dzień dobry :)
Jak nastroje?
Śnieg dziś sypnął! 
A ja mam dla Was Wiosnę :)
MAGAZYN PURE PASSION  jest już w sieci. 
Wystarczy zrobić: KLIK 


Miętowi Moi 
Mam nadzieję, że znajdziecie w magazynie coś dla siebie, że uda się Was wiosennie zaczarować, zainspirować, zmotywować może.
 To co? kawa i czytamy?
Z niecierpliwością dziecka czekam na Wasze opinie, sugestie i wrażenia
Znajdziecie nas również na Facebook'u, o tu: KLIK. Tam też można na bieżąco komentować.

Do powstania wiosennego numeru przyczyniło się wiele wspaniałych osób.
 Dziękuję Wszystkim z całego serca.

Praca z Wami to dla mnie ogromne wyróżnienie.


Diana Domin, autorka opracowania graficznego i składu, bez Niej nic by się nie wydarzyło
Kristin Valdemarsdóttir autorka okładkowego zdjęcia i materiału prosto z Islandii
Agnieszka Malewicz, moja siostra, która napisała o wiosennym przesileniu i jak sobie z nim radzić oraz zrecenzowała książki.
Ania Chmielewska, przygotowała zestawienia zakupowe i leksykon designu
Baretek Malewicz i jego męski punkt widzenia. Bartek dba również o świeże kwiaty, które pojawiają się na zdjęciach Minty House.
Weronika Leczkowska, czyli Wrona bez ogona, i jej nieco inne na wiosnę spojrzenie
Ela Wojciechowska i oryginalnie podane kulinarne przepisy
Dziewczyny z formacji Pięknie Jest! Iza, Beata i Marta zadbały o oprawę wiosennych stołów
Ania Kubicka z osobistym tekstem wiosennym
Kaja Kubicka, która przybliżyła nam historię płytek Azulejos
Beata Hettlinger nasz nieoceniony ekspert od zwierzęcych spraw
Agnieszka Tylka i Emilia Boczar, dziewczyny, które całość osłodziły dodając 100% kalorii
Artur Olejniczak pokazał nam swoją pracownię i opowiedział o tym, jak pasja zmieniła jego życiową drogę.
Monika Kozłowska, związana z Fundacją Mam Marzenie, i tekst, który wzrusza i pokazuję siłę dziecięcych marzeń.

Nie przeciągam już
Zapraszam!


P.S. 
Oglądałam wczoraj część gali Konkursu Blog Roku 2014.
Gratuluję wygranym, jesteście świetnymi ludźmi! 
Czuję się zainspirowana do dalszych działań i zmian.
Wśród nominowanych do nagród była też Weronika Leczkowska, Wrona bez ogona, autorka tekstów, które możecie przeczytać również w Pure Passion ( duma rozpiera ). Znalazła się w ścisłej trójce finalistów na Tekst Roku!
 Pokłony!

poniedziałek, 2 marca 2015

Na progu ulubionej pory


Dobry wieczór :) Cześć! Czołem!

Powinnam tryskać energią prawda? Wiosna za pasem w końcu.
Tymczasem czuję się jakby walec po mnie przejechał a potem jeszcze wrzucił wsteczny ;)
Jestem chyba klasycznym przypadkiem ofiary wiosennego przesilenia.
Do tego ostatnie dni przed publikacją magazynu to emocje i niemały stres. Czy wszystko się uda tak jak było w planach? Czy się spodoba?
By panować nad wszystkimi sprawami, nie tylko przecież z magazynem powiązanymi, muszę ograniczać chaos wokół siebie. Czy też tak macie? Słowo: mamooo- świdruje skronie. Bałagan i zbyt duży ruch powodują u mnie spięcie karku ;) Świadomość obecności piasku naniesionego na psich łapkach uwiera mnie  w boku. Naczynia w zlewie- ból głowy.
Dbam zatem o to by w domu był porządek, a w wazonie świeże kwiaty. Kolory na widoku. Zapas ziarenek kawy pod ręką i dużo zielonego w lodówce! Staram się z całych sił by wszystko funkcjonowało jak trzeba, ale nie zawsze się to udaje i czasem na obiad jest po prostu NIC. 
Apeluję zatem do rodziny by była wyrozumiała :)
Jeszcze dzień, może dwa...







Jak ja im czasem zazdroszczę beztroski, tylko te wróble... 


Uprzedzając być może pytania, od razu podaję namiary:
Żółty dzbanek i szczoteczka Rice: KLIK
Suszarka: Tk Maxx
Słój z dozownikiem: KLIK

Do przeczytania wkrótce :)
Karaluchy pod poduchy!
---
Ewa

sobota, 28 lutego 2015

Lizbona part 2, ale nie ostatni

Ostatnią, trzecią część lizbońskich historii znajdziecie w magazynie Pure Passion, już za chwilę, dni kilka.
Teraz chcę pokazać Wam jedno z klimatycznych miejsc, które objawiło się na naszych lizbońskich ścieżkach.
Włócząc się po Alfamie szukaliśmy miłego lokum na wieczorne pogaduchy przy winie. Dwa lokale obok siebie. W jednym, jasnym, trochę skandynawskim może, zajęty był tylko jeden stolik. Siedziała przy nim obsługa, znudzona nicnierobieniem zapewne. Tuż za ścianą inna bajka, miejsce wypełnione ludźmi po brzegi. Ciepłe, przygaszone światła, mnóstwo kolorów, przedmiotów, książek. Pachnie. Kelnerowi udało się wskazać wolne miejsca. Usiedliśmy na ludwikowskich fotelach, na przeciw mając dwie młode portugalskie dziewczyny, na równie ludwikowskiej kanapie. Między nami skórzany, okazały kufer, na nim taca- to nasz stół
Karta krótka, sezonowa czyli idealna. Jedzenie się tworzy na oczach klientów, w otwartej kuchni tuż za barem. Jest smacznie. I najlepsza sangrija w Lizbonie!
Od razu wiedzieliśmy, że wrócimy tam jutro. 
W popołudniowym świetle można było zobaczyć więcej. Nastąpiła dokładna analiza szczegółów wnętrza i kulinarnych poczynań. Jak na przyszłych restauratorów przystało ;)
Mnie w tym wnętrzu wszystkiego było za dużo, ale gdyby nie to nagromadzenie przedmiotów, mebli, dekoracji, być może Pois, cafe! nie byłoby aż tak popularne?
Wnętrze od progu stwarza atmosferę swobody, w sam raz na popołudniowy chilloucik
Zróżnicowanie miejsc do siedzenia- moim zdaniem świetne. Każdy ma możliwość znalezienia przytulnego kąta.
90% sukcesu to stanowczo dobra obsługa, znająca język angielski ( wiadomo ), odgadująca w mig gesty, spojrzenia, czasem smakowe pragnienia, uważna i przede wszystkim z uśmiechem 




Kufrów było więcej, nie tylko w ludwikowskim kąciku







Nasza knajpka wciąż niegotowa. Stopniowo jednak pchamy sprawy do przodu. Są i burze i Słońce, trzeszczą nasze temperamenty, tarcie bywa nieznośne, ale wiara, że tworzymy coś wyjątkowego jest wielka więc trwamy przy swoim niezłomnie

Na razie wygląda to tak


Lubię to miejsce, nawet w takiej formie
Jak widać pierwsze przyjęcie za nami ( stylista poległ- śmiecie na pierwszym planie ;) )
Było miło :) Nawet baaardzo
Miłego weekendu kochani
Widzimy się pewnie tuż po 
---
Ewa

środa, 18 lutego 2015

Pokój Ignacego, mała metamorfoza

TAK! 
Lubię zmiany. Kocham wręcz!
Jestem od nich uzależniona
Pokój Ignacego przeszedł małą metamorfozę: łóżko pojechało na miejsce szafy, biurko wylądowało na miejscu łóżka, a szafa stanęła tam, gdzie biurko. Na ścianach zawisły grafiki. Wszystkie bez wyjątku znajdziecie tu: KLIK, a także inne, świetnie zaprojektowane, doskonale wykonane
Więcej o nich i ich autorce będziecie mogli niebawem przeczytać w magazynie Pure Passion.
Coraz bardziej męski ten pokój, prawda? ;)

Niech moc będzie z Wami
---
Ewa










piątek, 13 lutego 2015

The power of colors!

Mam w domu całe pudełko kolorów :D
( I uśmiech na gębie też )
 Przyjechały do mnie od Pani Kasi z SoCute. Bibułowe pompony do wiosennych sesji. Dziś cały wieczór będę im nadawać kształty muślinowych chmurek. Więcej na ich temat już niebawem. 
Muszę Wam przyznać, że te kolory to jest dopiero moc! Kocham pastele, lubię biel, delikatne i stonowane naturalne odcienie beżu, moją aktualną miłością jest zielony, ale tyle koloru, w jednym pudełku to czad jakiś po prostu!
Miłego, energetycznego weekendu Wam życzę :)
I niech moc będzie z Wami ;)
---
Ewa







wtorek, 10 lutego 2015

Wiosennych zmian cd

Dzień dobry :)
Co dziś robicie na obiad/kolację?
U nas będzie warzywne tagliatelle, z cukinią i marchewką i zielona sałatka z tego, co mam pod ręką.
Pyszną pastę z warzywami jadłam w Lizbonie, mam nadzieję dobrze ją podrobić ;)
Lubię takie właśnie gotowanie. Bez przepisu, tylko na smakowych wspomnieniach, spontaniczne, lekkie i zielone.
Kolor zielony ostatnio często się u nas pojawia. A to za sprawą wiosennych, meblowych zmian, a to w postaci ziół i ziółek i wreszcie w cudownej formie niezliczonych pęczków, doniczek z cebulkami, sadzonek. Jedne przekwitają, pojawiają się następne. Uzależnienie chyba jakieś.
Trochę moich kwiatowych wariacji będzie można zobaczyć w wiosennym wydaniu Pure Passion Magazine, już niedługo.
Dzisiejszy post to zdjęciowe uzupełnienie tego, co pokazywałam zaraz po zakończeniu styczniowego remontu. Lampy zawisły, klamka w drzwiach do stodoły zamontowana :D
Poszliśmy z Piotrem krok dalej: wiatrołap jak nowy, biało- grafitowy :)
Pokażę go, jak dopieszczę szczegóły.
Na parterze pojawiło się też trochę więcej żywych kolorów, powoli wychodzę z zimowego, stonowanego letargu i zaklinam wiosnę czym się da.
Tosia i Natka dziś mi towarzyszą wiernie, przekładając się leniwie z jednego miejsca na drugie. A ja biegam to tu, to tam, zazdroszcząc im szczerze.
A właśnie! Bieganie. Jedno z moich, tu skrzętnie spisanych, noworocznych postanowień: wrócić do biegania
Wczoraj, po tygodniach odkładania tego na później, wreszcie ruszyłam cztery, leniwe, stroniące od wysiłku,  litery i poszłam biegać z moim mężem, biegaczem mocno zaawansowanym, który dla mnie wczoraj zwolnił tempo.
Od jakiegoś już czasu z przyjemnością podglądam  biegowe poczynania Beaty.
Podziwiam za samozaparcie, radość no i efekty!
Beata biega metodą slow jogging, czyli w bardzo, bardzo wolnym rytmie.
W rytmie, który umożliwia prowadzenie swobodnej rozmowy z biegowym partnerem, gdzie na 15 sekund powinno się robić 45 maleńkich kroczków, lądując na śródstopiu. 
Bieg powinien trwać minimum pół godziny. 
Wygląda to prześmiesznie, ale co tam. Z resztą bieganie z uśmiechem na twarzy na pewno jest jeszcze bardziej skuteczne dla ciała ;)
W trakcie takiego truchtania ręce nie pracują intensywnie jak przy biegu szybszym, broda powinna być w naturalnej pozycji, patrzymy przed siebie, podziwiając widoki lub wypatrując wiejskich psów, które mogą zaatakować nasze nogi ;)
Oczywiście lepiej wybrać trasę bezpieczną, a jeśli jest już po zmroku, najlepiej pójść np na oświetloną dobrze ścieżkę rowerową.
Wczoraj po kilku miesiącach przerwy w jakichkolwiek treningach, spokojnie przebiegłam 5 km i po niecałej godzinie wróciłam do domu rześka i szczęśliwa :)
 (tempo było w 100% slow, tak miało być: 5 km w godzinę)
Nie padłam trupem na kanapie, mogłam spokojnie funkcjonować do późnego wieczora. 
Dzisiaj kolejna próba przede mną, chyba nawet trudniejsza niż wczorajsze wyjście: powtórzyć to
I kolejnego dnia też, i w czwartek i w sobotę...
Polecam! super sprawa!
Można wypróbować w domu, przy codziennej krzątaninie. Ponoć częste zwroty i zakręty poprawiają efektywność biegu slow ;)






Wieczorem lniane lampy dają bardzo przyjemne, kameralne światło: atmosfera w sam raz do rodzinnego posiedzenia na miękkiej sofie z herbatą w dłoni. Lubię ich pogniecioną fakturę, wszystkie nierówności, naturalny kolor, nawet to, że czasem się któraś przekrzywi na boczek.



Klamkę znalazłam tu: KLIK
W naszym lokalnym sklepie żelaznym, gdy zapytałam o taki rodzaj klamki, zostałam nazwana marudą ;)
No kosmita ze mnie na 102!


Tosieńka nasza grubiutka, slow dog, obok moje buty do biegania czekają wieczora. Wreszcie wyciągnięte z pudełka. 
Wstyd się przyznać, przeleżały w nim 3 miesiące!

Miłego popołudnia, w rytmie slow może?
Trzymajcie się ciepło
---
Ewa

sobota, 31 stycznia 2015

Wiosenna nowalijka, kubek w groszki i kolor żółty


Za każdym razem, gdy przekraczam progi Biedronki botwina w doniczkach kusi mnie swoimi listkami, delikatnymi, lekko powyginanymi łodyżkami w kolorze fuksji. Od zawsze kojarzy mi się z moją Babcią, pewnie dlatego ciężko się powstrzymać przed kupnem.
 Babcia B. przerabiała ją całe lato, gotowała, zamykała w słoiki. Potem przez resztę roku mogliśmy ją zajadać, koniecznie z głębokich talerzy z zacumowanymi przy brzegu gotowanymi, ubitymi ziemniakami.
To jeden z najlepiej przeze mnie wspominanych smaków dzieciństwa
O tej porze grzechem byłoby pewnie przetwarzać taką młodą, wiotką botwinę. Dodaję ją do sałat, albo kładę na kanapki zamiast sałaty, ma też swoje dekoracyjne funkcje w naszej kuchni, chociaż na jeden czy dwa dni wstawiam ją do kubka, emaliowanego garnka, czy puszki po herbacie
Dzisiejsza trafiła do Green Gate'owej ceramiki, pięknej i w różowe groszki w dodatku. Wygląda nieźle prawda?
No mnie się podoba ten zestaw bardzo :)
Delikatny wzór ceramiki i delikatne listki botwinki
Wiem, jestem trochę dziwna, tak roztkliwiać się nad listkami...
Odrobina wiosny z Green Gate przyjechała do mnie aż z Niemiec.
Przemiła Trudi przysłała mi prześliczną, pastelową paczuszkę :)
Były w niej też nowe, niedostępne jeszcze na polskim rynku, herbaty Tafelgut, w wiosennych, kwiecistych kieckach, ale zdjęcia z nimi w roli głównej pokażę kiedy indziej. 






Sklep Trudi tu: KLIK
To taka moja bratnia sklepikowa dusza ;)


Kiedy zeszłego lata malowałam to krzesło, jeszcze nie wiedziałam, że kolor żółty będzie tej wiosny must have niejednej/ niejednego z nas, a jednak :)
Jest świetny, bo bardzo uniwersalny- łączy się z różnymi kolorami znakomicie.
Ja wciąż próbuję nowych połączeń, spróbujcie koniecznie, nawet jeśli nie do końca jesteście przekonani
Może zacznijcie od czegoś małego? Hmm?

Dziś mam też do Was wielką prośbę:
Magazyn Pure Passion na wiosnę już się tworzy. Będzie ze mną współpracować kilka nowych, cudownych osób. Będą też Ci już Wam dobrze znani. Mam nadzieję, że powieje wiosną na całego :)
Chcę Was jednak zapytać co chcielibyście w magazynie zobaczyć, przeczytać?
Teraz wiosenne puzzle są już dopasowane, ale kolejny numer opublikujemy w czerwcu i mielibyśmy czas by spełnić Wasze oczekiwania.
Zachęcam też do współpracy sklepy i twórców :)
Będzie nam miło Was gościć na naszych stronach
Za Wasze wskazówki z góry dziękuję :)

Miłego sobotniego wieczoru i caalutkiej niedzieli!
Pozdrawiam ciepło
---
Ewa