wtorek, 7 sierpnia 2012

Apetyt na kolory... pled od Jagi

Czasami czekam na coś z tak wielką niecierpliwością, że nerwowo przebieram w miejscu nóżkami, dostaję wypieków zupełnie jak mała dziewczynka przed szklaną witryną, za którą jest kilkanaście pojemników z kolorowymi lodami. Tak miałam gdy czekałam na przesyłkę od naszej złotej Syl, tak miałam i do wczorajszego ranka, gdy to nasze trzy włochate czworonogi zakomunikowały przyjazd listonosza, a właściwie paczkonosza. No i mam, mam pled od Jagi !!! :) A wraz z nim wilczy apetyt na kolory :)
Do następnego miłego
---
Ewa













poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Mięta z malinami

Hej, hej :)
Wczoraj zrobiłam pierwszą porcję soku malinowego. Mam zamiar zrobić jeszcze co najmniej trzy, bo zeszłej zimy ratował z opresji nie tylko naszą rodzinę. Sok wyszedł naprawdę obłędnie. A dzisiaj z samego rana dotarły fantastyczne minty słomki od Agi z Handpicketforyou 
Dotarł również kolorowy pled od Jagi, ale o nim w kolejnym poście.
Jaguś bardzo, bardzo Ci dziękuję :)
Miłego dzionka
---
Ewa



niedziela, 5 sierpnia 2012

Kącik do pracy


Wczoraj, kiedy Marek pobiegł do lasu, a Ignacy zajęty był ustawianiem coraz to dłuższych pociągów ( znowu bohaterowie bajki o lokomotywce Tomku wrócili do łask i Ignaś ani na chwilę się z nimi nie rozstaje) ja postanowiłam gdzieś wreszcie umieścić stolik, na którym do niedawna stał komputer. Mebel do tej pory przestawialiśmy to tu, to tam nie mogąc zupełnie znaleźć dla niego nowego przeznaczenia. Po urlopie jednak na wszystko można spojrzeć świeżym okiem i oto rachu ciachu i objawił się kącik do pracy. No szyć tam niestety nie będę, choć gadżety właśnie na to wskazują,  stolik jest za wysoki, stołek barowy, a moje nóżki króciutkie i nijak do pedału maszyny nie sięgną ;) ale można rysować, pisać, planować... No i Pan Szpulek doczekał się towarzystwa i dobrze mu z tym. 
 A jak tylko na horyzoncie pojawi się coś bardziej odpowiedniego, do kącika wreszcie trafi również maszyna, a potem może nawet jakaś krawiecka wena ;)
Miłego popołudnia. 
---
Ewa


poniedziałek, 30 lipca 2012

Albania- ostatnia tajemnica Europy

... i może lepiej dla Niej, aby tak pozostało. Wróciliśmy. Tysiące myśli kołacze się po naszych głowach na samo wspomnienie tego niesamowitego kraju. Przejechaliśmy Albanię wzdłuż i wszerz, odwiedzając zakątki, o których trafiają tylko nieliczni, gdzieś wysoko w górach, gdzie prowadzą kręte szutrowe serpentyny, przy których na skałach rośnie dziki tymianek w parze z rozmarynem, gdzie pierwszy raz w życiu poczułam niesamowity zapach figowego drzewa, gdzie życie ma zupełnie inny rytm i smak... mniam...  Mieliśmy szczęście spotkać wspaniałych ludzi, którzy swą bezinteresowną gościnnością sprawili, że Albania będzie już na zawsze dla nas miejscem wyjątkowym, do którego na pewno wrócimy. Jest to kraj wielkich kontrastów- wysoko w górach czas jakby się zatrzymał kilkadziesiąt lat temu. Z kolei miasteczka na wybrzeżu Adriatyku i Morza Jońskiego prężnie przeistaczają się w kurorty. Tam budują się wysokie apartamentowce, ulice obstawione są  straganami z plastikowym kiczem, tu kurczaki pieczone, tu kukurydza z rusztu, restauracja co krok, a na plażach setki kolorowych parasoli. Jadąc na południe, w stronę Grecji można znaleźć kameralne zakątki, z oliwnymi gajami i prawie pustą plażą i tam właśnie zatrzymaliśmy się na dłużej. 
Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć i może już jutro uda się pokazać więcej, ale
dziś mam dla Was tylko jedno, bardzo dla nas cenne, choć nie doskonałe technicznie. Zrobione pod jednym z wiaduktów, prze drodze do Durres. Brakowało tam kawałka nawierzchni i trzeba było zwolnić... zwolniliśmy więc i zatrzymaliśmy w kadrze wiatr.


Dzień dobry wszystkim :) Bardzo się stęskniłam. 
---
Ewa

poniedziałek, 9 lipca 2012

Przygoda, przygoda ..., bo kazdej chwili szkoda ;)

Hej, hej
Przekładany kilka razy wyjazd wreszcie ma szanse dojść do skutku. Samochód już prawie spakowany, po domu jeszcze to tu to tam pałętają się jakieś rzeczy, które trudno było przyporządkować do jakiejkolwiek pakowanej kategorii. Marek od miesięcy przygotowywał się do tej drogi, opracowywał trasy, wyszukiwał miejsca, których po prostu nie można ominąć jadąc na południe. W tym roku kierunek Bałkany, ale jednak nie Chorwacja tylko mało turystycznie odkryta Macedonia, Czarnogóra i Albania, trochę dzika i zapomniana przez świat. Lubimy miejsca bez tłumu, bez deptaków z masą plastikowych straganów i dźwiękami gier zręcznościowych, bez rozpychania się łokciami na plaży, aby gdzieś ulokować kocyk. Wyjazd dość ekstremalny, bo ruszamy całą piątką po szutrowych drogach, przez góry, z namiotem na dachu i mam nadzieję, wszystkim, co potrzebne do biwakowego życia przez trzy tygodnie. Mamy do pokonania około 6000 km, więc trzymajcie kciuki, co by nas omijały wszelkie burze i awarie mechaniczne ;) Nasze bałkańskie zmagania będzie można śledzić na Twitterze MInty House Twitter. Z lewej strony pojawiła się już ptaszkowa ikonka, która zaprowadzi Was do naszej fotograficznej relacji z wyjazdu. A po powrocie na pewno na blogu pojawi się cały cykl opowieści we wszystkich odcieniach koloru minty.
Życzymy Wam pięknego lata, pięknie spędzonego czasu i dłuuugich urlopów. Mój osobisty plan- opalić się na czekoladę :)
Pa
---
Ewa
P.S. Tymczasem odsyłam Was TU  Blog Jakuba Śliwy - fajne zdjęcia

środa, 4 lipca 2012

Kadry z poddasza

 Zawsze kiedy szykuje się nam rodzinny wyjazd, ja wpadam w wir remanentów i grubszych porządków. Nie lubię zostawiać domu w nieładzie, choć przecież wiem, że życie tu będzie się toczyło i bez nas, bo zostawiamy całą ferajnę zwierzaków ( 3 psy, 3 koty i 2 rybki)  pod opieką Rodziców. Jednak przedwyjazdowe sprzątanie mam wdrukowane na tyle silnie, że pewnie bez tego urlop byłby mniej udany ;) 
Pozdrawiam i pędzę na górę
---
Ewa