Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzinnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzinnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2015

Paris Paris

Kolorowe makarony czekały aż do dziś na chwilę czasu by je uwiecznić. Trochę już zasuszone, ale nadal przepyszne, leciutkie, cudowne...
Moje paryskie wspomnienie smakowe


Każdy sklep czy stoisko Laudree wygląda zjawiskowo. Mogłabym się tak gapić i gapić. I zjadać wszystko oczami. Totalny zawrót głowy. Nie wiadomo, które ze smaków czy kolorów wybrać by stworzyć mini kolekcję w pudełku na 8 sztuk.
Powiem jedno: wszystkie makaroniki grzechu są warte!



Każdego z czterech zbyt krótkich dni wpadały mi w oko kolory...






Paryż kwitł i pachniał, płatki wirowały w powietrzu i pod stopami




Schody w naszej kamienicy. Schody do naszego maleńkiego mieszkanka na poddaszu. Aż żal, że nie przeszliśmy nimi ani razu posiłkując się windą, ale nogi po całych dniach dreptania odmawiały posłuszeństwa, zwłaszcza Ignacemu


Brakuje mi naszych śniadań, widoku z okna, naszego nowego życia, bo jak powiedział nasz syn po wejściu do wynajętego lokum: fajne jest to nasze nowe życie. Za krótko, stanowczo zbyt krótko!



Zjawiskowa panna młoda wśród gołębi ...


...taaak
... a potem wstała i poszła ;)


i ja też zmykam
O Paryżu napiszę i pokażę szerzej w letnim wydaniu Pure Passion, a jeśli chcecie zobaczyć więcej już teraz, zapraszam na Minty instagram: KLIK



P.S. Artur z Vaquero tuż przed wyjazdem uszył mi fantastyczną torbę na aparat. Testowaliśmy ją bezlitośnie: na trawie, w metrze, na betonie, pod krzesłami...
Dała radę! I jest teraz cudownie muśnięta paryską patyną ;)
Kontakt do Artura znajdziecie tu: KLIK
a więcej o nim, jego pasji i pracy można poczytać w wiosennym Pure Passion: KLIK


 Do zobaczenia wkrótce
---
Ewa

piątek, 1 maja 2015

Maj, najpiękniejszy

Hej hej :)
Witam Was w maju :)
Już wczoraj chciałam Wam życzyć pięknej majówki, ale komputer odmówił mi skutecznie posłuszeństwa.
Dziś za to dzień zapracowany, truskawki sadziłam, wyprawiłam starszaki w podróż, dom też czekał na majowe odświeżenie.
Jeszcze tylko pakowanie i dla nas też rozpocznie się mały urlop.

Póki co, mogę się cieszyć ukwieconym domem. Anemony cudowne! Oszalałam jak zobaczyłam.
Nie mogłam podejść do sprawy zdroworozsądkowo: bo przecież zaraz wyjeżdżamy, jak wrócę już ich nie będzie... itd itp. 





Piwonia z tej samej nieprzeciętnej kwiaciarni, co bukiet anemonów, kolor ma nadzwyczajny, wyjątkowy, no niesamowity, lekko koralowy, cudowny i mogę tak naprawdę długo...


Czyż te naczynia nie są doskonałe?! Używam ich wciąż i wciąż i we wszystkich odsłonach sprawdzają się na medal



Minty kuchnia, moja ulubiona, nie będę ukrywać ;) 
Kocham ją dopieszczać i kocham ją zmieniać ( Marek za to nie cierpi jak przedmioty zmieniają położenie, i jak żyć??? Kto ma iść z kim na kompromis? )

Wiem, że na blogu mnie mniej, niż bywało, ale za to co dzień jestem na instagramie, o tu: KLIK
Tam też na bieżąco będę pokazywać Wam zdjęcia z naszej majówki. Tym razem w składzie 3/5 rodziny: ja, Marek i Ignacy. 
Wyjazd zatem w sporej części pod kątem sześciolatka i może być ciekawie ;) Na pewno kolorowo.


Kochani, niech Wasza majówka będzie taka, jak Natka z fotki niżej: leniwa, beztroska i dłuuuga :)
Dużo uśmiechów na te wolne dni :)
Do zobaczenia wkrótce!
---
Ewa


Pojemniki Bloomingville: KLIK
Konewka: IKEA
Słój z kranikiem: KLIK
Szklaneczka z królikiem: KLIK
Papierowe słomki z motywem wąsów i inne: KLIK
Turkusowa poduszka z aksamitu: H&M HOME

P.S. Niechcący skasowałam listę ulubionych blogów, tak na amen, ale odtwarzam ją w wolnej chili, tylko czasu na to potrzeba


poniedziałek, 26 maja 2014

Mamą być

Bycie Mamą i moja rodzina, jest najlepszą sprawą, jaka mi się przydarzyła.
 Moje dzieci to mój najcenniejszy skarb. To trzy niesamowite powody do uśmiechów i wzruszeń. Troje niesamowitych młodych ludzi, na których dorastanie, wybory i pasje patrzę z ciekawością i dumą.
Wszystkim Mamą na świecie życzę tego samego :)
Pięknego Dnia Mamy!
---
Ewa



czwartek, 1 maja 2014

Sad

Wróciłam do sadu, wróciłam z aparatem. 
Nie wiem czy powinnam pisać coś jeszcze, może zdjęcia wystarczą...
Trochę romantycznej nuty mi się wkradło ;)
Zapomniałam o krześle, które miało się pojawić na zdjęciach, gapa ze mnie
Jesienią, kiedy jabłonki będą oblepione owocami nie zapomnę, będzie i krzesło, albo dwa ;)

Mam nadzieję, że Wasza majówka też jest taka piękna

Pozdrawiam Was ciepło :)
---

Ewa 












wtorek, 24 grudnia 2013

Wszystkiego...

... najpiękniejszego, miłości, pasji, radości i pamiętajcie o tym, co w Waszym życiu najważniejsze
U nas płynie kolęda, tego i Wam życzę, śpiewajcie na cały głos!
---
Miętusy









sobota, 7 września 2013

Fioletowe historie z Ignasiem w tle

Miłego weekendu :) Życzę ja i mój etatowy przeszkadzacz Ignacy :)
Co ja bym bez niego zrobiła?!
Nudy na pudy by były ;)
---
Ewa





niedziela, 16 czerwca 2013

Dobry dzień. Dzień dobry :)

To był dobry dzień! I jeszcze się nie skończył! I jeszcze jest plan na resztę :) Wybieramy się do lasu, na nocny harcerski koncert. Mam tylko nadzieję, że komary pójdą grzecznie spać i nie będą nas nękać.
Kiedyś w tym właśnie lesie, jako harcerka, spędzałam mnóstwo czasu. 
Wtedy nikomu nie przyszło do głowy by zwieść nad rzekę nagłośnienie, wybudować scenę i urządzić koncert.
Biwakowaliśmy, a i owszem. Straszyliśmy się po nocach, urządzaliśmy biegi na orientację, paliliśmy ogniska, urządzaliśmy podchody, zawody, nie koniecznie w olimpijskich dyscyplinach, kąpaliśmy się w ubraniach- bezcenne! zdobywaliśmy sprawności... 
Miałam ich kilka, ale najbardziej dumna byłam z Piłkarza :) Stałam na bramce
Rany, czego się nie robiło!
*
  Tydzień mi goni za tygodniem, nie mam czasu tak po prostu przysiąść i pocelebrować chwilę.
Mam za to świadomość pozawalania kilku spraw, braku odpowiedzi na maile... poplątałam się nieco.
Dziś chciałam sobie odbić za kilkanaście szalonych dni, ugrzęznąć z własnej woli w kuchni, skosić trawę, poukładać sprawy. Nie na wszystko starczyło czasu, ale zebrałam kwiaty czarnego bzu, przywiozłam z targu pachnące truskawki na pierwszą w tym roku konfiturę. 
Upolowałam fajną donicę na świeżutką dorodną sadzonkę lawendy.
I tak się rozpłynęłam...
i siedząc sobie przy kompie poczułam coś za bardzo intensywny zapach konfitur pyrkających na gazie. Zalało mi wszystko. Cała kuchenka wypełniła się lepką, aczkolwiek przepysznie pachnącą mazią. 
Ale nic to.
Syrop z kwiatu czarnego bzu udało się za to szczęśliwie nastawić.
Przepis mam od Ani z Gęsiego Zakrętu ( zajrzyjcie koniecznie, świetne miejsce i świetni ludzie ), gdzie miałam niebywałą przyjemność pierwszy raz w życiu go skosztować.
Smak ma niesamowity. 
Przepis podaję, tak też dla siebie, by nie zgubić go więcej.


20-40 baldachów kwiatu czarnego bzu delikatnie wkładamy do naczynia. Grubsze, zielone łodyżki odcinamy
Pyłek, który jest na kwiatach, to jeden z najistotniejszych składników magicznego napoju, dlatego starajcie się go nie otrząsać. 
Przygotowujemy syrop. Na podaną wyżej ilość kwiatu potrzeba nam litr wody, 1 kg cukru i sok z 1 cytryny. Syrop gotujemy i zalewamy kwiaty. Odstawiamy w chłodne i zacienione miejsce na dwa- cztery dni, codziennie mieszając. Po tym czasie przecedzamy i gotujemy. Wlewamy do butelek i pasteryzujemy. 
Wystarczy odrobina by przygotować szklankę i w środku zimy mieć trochę lata






W międzyczasie stuknęła nam rocznica ślubu, piętnasta, jak w mordę strzelił ;)
Zleciało muszę przyznać.
Sami nie wiemy kiedy.
Nie czuję się starą żoną, tak dla jasności :)
Jestem nawet zmotywowana by czuć się coraz młodziej.
Ćwiczę, pilnuję samej siebie, by dobrze jeść, by jak mawia moja trenerka Gosia, być dobrą dla siebie samej, po prostu :)


Jedna z moich podczytywaczek wiernych spytała mnie ostatnio w komentarzu, jak to robię, że mąż zgadza się na zmiany w domu. 
Pani Marzeno, nie ma wyjścia! ;)
I ja czasem przymknę oko na pewne męskie nuance, jak na zdjęciu powyżej ( moja ściereczka sprofanowana bez mrugnięcia okiem)  ;)
Marek z resztą też lubi czasem coś pozmieniać wnętrzarsko, zazwyczaj jak mnie nie ma w domu.
I zazwyczaj się okazuje, że te rozwiązania są naprawdę dobre.
*
P.S. Napisałam tego posta w sobotni wczesny wieczór i zanim zdążyłam go opatrzyć etykietami wyłączyli nam internet 
Finał tytułowego dobrego dnia odbył się w... szpitalu
Czarna rana od szutru i rozdziapa niemała, czyli
5 szwów na kolanie naszej córki.
A i tu mieliśmy szczęście w tym wszystkim, bo na izbie przyjęć przyjmowała nas moja koleżanka,  świetna pielęgniarka i sprawdzony dziecięcy chirurg. 
W-f mamy z głowy do końca roku ;)
No to mówię Wam:
 Dzień dobry :)
---
Ewa