Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IKEA w Minty House. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IKEA w Minty House. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2015

Pięknej niedzieli!

No i lampa w kuchni zmieniona, wreszcie!
 Plan był co prawda inny: przemalować starą, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, a co się odwlecze, to nie uciecze ;).
Lampa daje przyjemne, ciepłe światło, w sam raz nad stół. 
Zrobiło się baaardzo przytulnie
Czy to już jakaś jednostka chorobowa? Żółta febra czy jak?
Wspaniałej niedzieli!
---
Ewa


Po więcej zapraszam na Minty instagram: KLIK

Lampa: KLIK
Konewka i wzorzyste pojemniki na zioła: IKEA
Półka: Ib Laursen
Bratki: Targowisko miejskie ;)

niedziela, 22 marca 2015

Niedziela


Jak Wam mijają pierwsze dni kalendarzowej wiosny?
Mnie odpadają plecy. Mam zakwasy w miejscach, o których istnieniu chyba zapomniałam ;)
Po wczorajszym sześciogodzinnym maratonie ogrodowym, nie mogę złapać głębszego oddechu ani śmiać się zbyt intensywnie bo moje plecy skutecznie mnie hamują. Dziś miałam dalej działać, mimo wszystko, ale co się stało?! Spadł śnieg! Myślałam, że posiedzimy na leżakach na tarasie z nosami nagrzanymi Słoneczkiem, a tu taka heca!
No nic, czekoladowa chmura KLIK upieczona i zjedzona prawie, kocyk na podorędziu, popołudnie i wieczór w miłym towarzystwie spędzone i jest git!
A tym, którym się dziś nic nie chce, którym opadły siły wraz z opadem śniegu, życzę leniwego i przyjemnego wieczoru,  w pościeli czy z ulubionym pledzikiem, z popcornem i dobrym filmem :)
Dobrej nocki!
---
Ewa





Pościel w zielone roślinki: IKEA
Filiżanka: House of Rym

A gdyby ktoś potrzebował lektury na wieczór czy wiosennych inspiracji porcji w sam raz, zapraszam tu: KLIK


Foto: Kristin Vald: KLIK




wtorek, 17 marca 2015

Backstage wiosennej sesji w Minty House


Uwielbiam takie dni, jak dziś!
Słońce za oknem co prawda obnaża bezlitośnie wszystkie ślady psich nosów i kurz, ale za to daje takiego pozytywnego kopa, że hej!
To idealna aura do strzelania wiosennych fotek.
Ja dziś w roli gospodarza i stylisty jednocześnie. Udało mi się też chwycić kilka kadrów zza pleców fotografa, ale i takich moich zupełnie . Spieszę zatem by Wam pokazać i wiosną Was zarazić.
Zazwyczaj pracuję sama, Igor Dziedzicki również, dziś stworzyliśmy chyba dość udany team :)
Fajnie było, kolejne świetne doświadczenie :) Chcę więcej!
Teraz siedzę sobie w wysprzątanym, pachnącym wiosną domku, okutana w moją ulubioną chustę, z kubkiem zielonej herbaty, szczęśliwa :) choć trochę stęskniona za 2/5 rodziny co mi z domu na kilka dni wybyła.
Wczoraj w ramach poprawy humoru wybrałam się do fryzjera
Moja najlepsza pod Słońcem fryzjerka miała dzień wolny, podjęłam zatem ryzyko i udałam się do lokalnego zakładu fryzjerskiego
Cóż to były za emocje! Chcę nadmienić, że musiałam pozbyć się jedynie odrostów i dokonać maleńkiego zabiegu z użyciem golarki ;)
Nic zatem skomplikowanego, a myślałam, że zniosę przysłowiowe jajo! Jak w "ostrym cięciu" zupełnie i choć teraz się z tego śmieję, wczoraj do śmiechu wcale mi nie było ;)
Chyba muszę ćwiczyć asertywność lub ucieczkę może, choć ciężko byłoby wyjść z głową wymalowaną czarną farbą. Tak więc zaliczyłam śmierdzący wilgocią ręcznik na głowie, szczotkę z wplecionymi długimi włosami blond, lekkie przypieczenie nieuruchomionym ustrojstwem obrotowym do podgrzania nałożonej maski ( z widokiem na praktykantkę zajadającą drugie śniadanie ) i regularne szarpanie włosów podczas suszenia wcześniej wymienioną szczotką.
Dziś, po przebudzeniu sprawdziłam czy mam jeszcze włosy ;)
Mam :) I o dziwo wyglądają całkiem dobrze, uffffff
Nigdy więcej!  Mimo wszystko, mimo, że nadal mam włosy, zapuszczane wytrwale od miesięcy ( część na pewno została na w/w szczotce )
Wniosek: nie trzeba skakać na bungee by podnieść sobie poziom adrenaliny ;)
W razie potrzeby podam kontakt ;)
Miłego wieczoru :)
---
Ewa











wtorek, 10 lutego 2015

Wiosennych zmian cd

Dzień dobry :)
Co dziś robicie na obiad/kolację?
U nas będzie warzywne tagliatelle, z cukinią i marchewką i zielona sałatka z tego, co mam pod ręką.
Pyszną pastę z warzywami jadłam w Lizbonie, mam nadzieję dobrze ją podrobić ;)
Lubię takie właśnie gotowanie. Bez przepisu, tylko na smakowych wspomnieniach, spontaniczne, lekkie i zielone.
Kolor zielony ostatnio często się u nas pojawia. A to za sprawą wiosennych, meblowych zmian, a to w postaci ziół i ziółek i wreszcie w cudownej formie niezliczonych pęczków, doniczek z cebulkami, sadzonek. Jedne przekwitają, pojawiają się następne. Uzależnienie chyba jakieś.
Trochę moich kwiatowych wariacji będzie można zobaczyć w wiosennym wydaniu Pure Passion Magazine, już niedługo.
Dzisiejszy post to zdjęciowe uzupełnienie tego, co pokazywałam zaraz po zakończeniu styczniowego remontu. Lampy zawisły, klamka w drzwiach do stodoły zamontowana :D
Poszliśmy z Piotrem krok dalej: wiatrołap jak nowy, biało- grafitowy :)
Pokażę go, jak dopieszczę szczegóły.
Na parterze pojawiło się też trochę więcej żywych kolorów, powoli wychodzę z zimowego, stonowanego letargu i zaklinam wiosnę czym się da.
Tosia i Natka dziś mi towarzyszą wiernie, przekładając się leniwie z jednego miejsca na drugie. A ja biegam to tu, to tam, zazdroszcząc im szczerze.
A właśnie! Bieganie. Jedno z moich, tu skrzętnie spisanych, noworocznych postanowień: wrócić do biegania
Wczoraj, po tygodniach odkładania tego na później, wreszcie ruszyłam cztery, leniwe, stroniące od wysiłku,  litery i poszłam biegać z moim mężem, biegaczem mocno zaawansowanym, który dla mnie wczoraj zwolnił tempo.
Od jakiegoś już czasu z przyjemnością podglądam  biegowe poczynania Beaty.
Podziwiam za samozaparcie, radość no i efekty!
Beata biega metodą slow jogging, czyli w bardzo, bardzo wolnym rytmie.
W rytmie, który umożliwia prowadzenie swobodnej rozmowy z biegowym partnerem, gdzie na 15 sekund powinno się robić 45 maleńkich kroczków, lądując na śródstopiu. 
Bieg powinien trwać minimum pół godziny. 
Wygląda to prześmiesznie, ale co tam. Z resztą bieganie z uśmiechem na twarzy na pewno jest jeszcze bardziej skuteczne dla ciała ;)
W trakcie takiego truchtania ręce nie pracują intensywnie jak przy biegu szybszym, broda powinna być w naturalnej pozycji, patrzymy przed siebie, podziwiając widoki lub wypatrując wiejskich psów, które mogą zaatakować nasze nogi ;)
Oczywiście lepiej wybrać trasę bezpieczną, a jeśli jest już po zmroku, najlepiej pójść np na oświetloną dobrze ścieżkę rowerową.
Wczoraj po kilku miesiącach przerwy w jakichkolwiek treningach, spokojnie przebiegłam 5 km i po niecałej godzinie wróciłam do domu rześka i szczęśliwa :)
 (tempo było w 100% slow, tak miało być: 5 km w godzinę)
Nie padłam trupem na kanapie, mogłam spokojnie funkcjonować do późnego wieczora. 
Dzisiaj kolejna próba przede mną, chyba nawet trudniejsza niż wczorajsze wyjście: powtórzyć to
I kolejnego dnia też, i w czwartek i w sobotę...
Polecam! super sprawa!
Można wypróbować w domu, przy codziennej krzątaninie. Ponoć częste zwroty i zakręty poprawiają efektywność biegu slow ;)






Wieczorem lniane lampy dają bardzo przyjemne, kameralne światło: atmosfera w sam raz do rodzinnego posiedzenia na miękkiej sofie z herbatą w dłoni. Lubię ich pogniecioną fakturę, wszystkie nierówności, naturalny kolor, nawet to, że czasem się któraś przekrzywi na boczek.



Klamkę znalazłam tu: KLIK
W naszym lokalnym sklepie żelaznym, gdy zapytałam o taki rodzaj klamki, zostałam nazwana marudą ;)
No kosmita ze mnie na 102!


Tosieńka nasza grubiutka, slow dog, obok moje buty do biegania czekają wieczora. Wreszcie wyciągnięte z pudełka. 
Wstyd się przyznać, przeleżały w nim 3 miesiące!

Miłego popołudnia, w rytmie slow może?
Trzymajcie się ciepło
---
Ewa

niedziela, 25 stycznia 2015

Zimowo- wiosenna metamorfoza

Nasza minty chata przeszła rewolucję. 
Rewolucję pięciodniową!
 Długo planowany, wręcz wymarzony biały salon, wreszcie stał się faktem. Nie spodziewałam się, że aż tyle powietrza do niego wpadnie wraz ze świeżym kolorem i załatanymi dziurami w ścianach.
Zmienił się też i układ i skład mebli. Bezpowrotnie pożegnałam brązową skórzaną kanapę i fotel ( czekają w przechowalni na nowe miejsce ). Zniknęła też nasza stara szafa i maglownica. Trafiły do sypialni, gdzie uporządkowały kąty i niewątpliwie nadały większej przytulności. Uwielbiam ich miodowy kolor właśnie za ciepło jakie wprowadza do wnętrza.
Na parterze króluje zatem biel i ... kolor zielony 
Cudowny odcień lekko zgaszonej zieleni jako zapowiedź skradającej się wiosny :)
Od piątku do dziś wbiłam w ściany tylko 3 gwoździe, tak mi szkoda tych idealnych ścian, że zastanawiam się nad każdym ruchem młotka. I chyba dobrze mi teraz w tych nieco ogołoconym, prawie ascetycznym wnętrzu. 
Zmiany zaszły także do kuchni, trochę ja musiałam okiełznać z wzorów i kolorów. Kwiecisty Green Gate i Cath Kidston trafiły na razie na mniej widoczne miejsce, a na mojej kochanej półce znów pojawiły się turkusy, mięty i trochę fioletu. Z potrzeby prostoty zdjęłam z okien zasłonki, a karnisze trafiły do kąta w kotłowni.
W ciągu 5 dni, podczas nieobecności Marka, nasz dom zmienił się prawie nie do poznania. 
Moją największą po remontową miłością jest bez wątpienia ceglana ściana pomalowana na biało.
Cudowne tło by wyeksponować stareńką szafkę, moją ukochaną maszynę do pisania, będzie też świetna jako tło do zdjęć. To był strzał w 10!
Takie ściany pamiętam z duńskich domków, w których mieliśmy okazję mieszkać i zawsze, bez wyjątku, do nich wzdychałam.
W ręce Piotra Złotej Rączki wpadły także nasze drzwi do wiatrołapu. Drzwi, które przeszły nie jedno. Ratowała je tylko kraciasta zasłonka. Od strony wiatrołapu zryte przez nasze psy do żywego drewna, powodowały u mnie nerwowy skurcz, za każdym razem gdy wchodziłam do domu.
Te same drzwi zostały przerobione na drzwi od stodoły ;) 
Obite deskami, pobielone, czekają jeszcze na prostą czarną klamkę i kawałek zabezpieczającej pleksi od strony wiatrołapu.



Natka <3




Już jakiś czas temu zmieniliśmy ikeowskie kinkiety na te cudowne od Zorki Design.
Przeszły tylko małą zmianę kolorystyczną, bo choć piękna i mocno energetyczna czerwień bardzo mi się podobała, to okazała się zbyt mocna do nowego wnętrza.
Niebieskie lampy także zniknęły. Na ich miejsce trafią nowe, lniane, szyte przez moją serdeczną koleżankę Anię <3
Na pewno je Wam pokażę jak tylko zawisną



Stołek od Madam Stoltz upolowałam na wyprzedaży tutaj: KLIK
Świetnie gra z moimi krzesłami, o tymi: KLIK no i jest zielony


Jakiś pomysł na zasłonki do kredensu?
Wszystkie mile widziane :)


Kubki z napisem, te z czarnym rantem, możecie znaleźć w H&M Home. Stamtąd też jest turkusowa skrzyneczka z oliwą i młynkiem do pieprzu. Sam byczo ogromny młynek to imieninowy prezent, szukajcie go w DUKA




I jedno z moich meblowych marzeń spełnione! 7 prawie lat na niego czekałam z przekonaniem, że to idealne dla nas rozwiązanie. Wcześniej wygrały praktyczne przy małym dziecku kanapy z eko skóry, potem bardzo wygodna i ładna w kształcie, ale jednak skórzana kanapa, którą ciężko było w cokolwiek oblec, by kolor ukryć- wszystko z niej zjeżdżało, a mnie się marzyło lekkie, można by rzec, PURE, wnętrze
Wreszcie jest. Idealna, rodzinna, miękka i jasna! sofa narożna
Jak Wam się podoba ta zmiana?
Mnie się nawet nie chce wychodzić z domu. Siedzę w fotelu i patrzę :D



Ile kotów jest na zdjęciu? ;)


A to nasze nowe stare drzwi. Póki co jeszcze bez klamki, ale jutro już będzie.
Nad drzwiami emaliowana lampa przywieziona z Lizbony. Uwielbiam ją za prostotę i kolor zielony!, którego niestety tutaj nie widać 


Dla przypomnienia jak było wcześniej: KLIK
A tak było prawie rok temu, Minty House w cudownym obiektywie Anety Tryczyńskiej dla Werandy Country: KLIK


Foto: Aneta Tryczyńska, stylizacja Ania Chmielewska i Minty House

Wspaniałej niedzieli Kochani :) 
I dobrego, twórczego tygodnia!
---
Ewa