Hej hej :)
No to i u nas był dziś pierwszy przymrozek. Cynie, którymi cieszyłam się jeszcze wczoraj dziś wyglądają jak kupka nieszczęścia. Szron na trawniku zmotywował mnie do wizyty w sklepie ogrodniczym- obiecałam sobie, że w tym roku zdążę zasadzić tulipany. Kupiłam mnóstwo cebul i już nie mogę doczekać się jutra, kiedy to ze szpadlem i grabiami ruszę na zagony ;)
Parę stopni w dół, a aura jesienna w mig naciera, liście się skurczyły z zimna. Dobrze, że udało mi się uratować jedyną dynię, jaka mi urosła. Chciałam jej dać jeszcze czas na osiągnięcie imponujących gabarytów, ale wolę mniejszą niż zmarzniętą na amen
A w domu...
Kolejny raz biorę się jak z bykiem za rogi z kolorem fioletowym. Miałam już jakiś czas temu zrobić sesję, w której miał być bohaterem, ale nie wyszło- błękit go wygryzł ;)
Teraz powolutku go oswajam, przy pomocy naprawdę pięknej ceramiki Rice i bratków, które chyba się nieco pogubiły i kwitną na potęgę, jeszcze piękniej niż wiosną.
Dziś też ćwiczę przekąski serowe ( ser pleśniowy zapiekany z odrobiną tymianku ). Do tego pieczone figi i smażona gruszka z rozmarynem
A Wy macie jakieś fajne sposoby na ser?
Podrzućcie, chętnie wypróbuję
Smacznego weekendu :)
---
Ewa



















































